Zmierzch

Kryminały szwedzkie Możliwość komentowania Zmierzch została wyłączona 8

Wyszedł z budynku uniwersytetu i pomyślał o kończącej się wiośnie, gdy zobaczył, że słońce rozświetla ulicę tak mocno, że musi zmrużyć oczy i opuścić głowę. Szedł jeszcze do czytelni, zrobić kilka notatek i w zasadzie to był jego ostatni dzień pracy. Piotr w tym roku nie egzaminował studentów, nadal był asystentem i nie prowadził wykładów, a indeksy podpisał bez wdawania się w szczegóły. Oprócz indeksów podpisał też petycję w sprawie poparcia in vitro, którą przyniosła mu pani dziekan.

Doktorat z filozofii postmodernistycznej Piotr obronił z dobrym wynikiem. Pracę pochwalono za nieprawdopodobną precyzję w kwestiach merytorycznych, choć autorowi zarzucono, że w kwestiach interpretacyjnych wykazał zbyt mało odwagi. Grono naukowe doceniło jednak rozmach omówionej problematyki, co potwierdzała obszerna bibliografia pracy. Piotr był usatysfakcjonowany i zadowolony z obrotu spraw, przynajmniej wówczas, gdy został asystentem na uniwersytecie.

W przeciągu trzech lat dzięki tanim liniom lotniczym był w Madrycie, Turynie, Oslo, Dublinie, Lublinie, Berlinie, Wiedniu, Paryżu, Liverpoolu, Zagrzebie, Zurychu, Amsterdamie i wielu innych miastach Europy Zachodniej. Poleciał też dwa razy na południe Azji jako sex-turysta, ale nie miał jakichś szczególnych wspomnień z tych podróży. Nadchodzące lato miał już zaplanowane. Zdecydował, że będzie całkiem inne. Pojedzie do domu na wsi, który wynajął przez Internet. Wieś była położona na skraju bardzo dużego lasu. W pobliżu było również jezioro. Dodatkowym walorem tego miejsca w mniemaniu Piotra było rozproszenie zabudowy. Poszczególne domy miejscowości były oddalone od siebie o kilkaset metrów, oddzielał je teren uprawny. Na wsi funkcjonował sklep obwoźny był to samochód dostawczy, który przyjeżdżał od poniedziałku do piątku w okolicach godziny dziesiątej z kierowcą i ekspedientem w jednej osobie. Głównym założeniem tego wyjazdu było odcięcie się od wielkomiejskiego życia, od ludzi, wszelkich mediów i narzędzi komunikacji. Piotr planował podjąć na wsi trzy rodzaje zajęć: praca domowa, aktywny wypoczynek i wyciszenie. Wyjeżdżał za tydzień.

Do urlopu przygotował się wcześniej. Na Facebooku poinformował znajomych, że znika na miesiąc. Odpisał na ważne maile. Należało jeszcze załatwić sprawę z Andrzejem, studentem, któremu Piotr wynajmował pokój. A w zasadzie odstępował, bo nie żądał od studenta czynszu, a zaopatrzenia mieszkania w żywność na ich dwóch, środki czystości i załatwiania wszystkich spraw administracyjnych dotyczących mieszkania. Piotr dzięki temu skupiał się na pracy, do tego stopnia, że nie wiedział nawet, co Andrzej studiuje. Niewiele rozmawiali, jedynie na temat obowiązków w mieszkaniu. Andrzej przeważnie siedział przy komputerze. Piotr w domu czytał, pisał, przygotowywał się do konferencji, a w przerwach jadł niewielki posiłek podgrzany w kuchence mikrofalowej. Na wsi będzie inaczej, miał sam gotował posiłki na kuchni podłączonej do butli gazowej. W zasadzie będzie uczył się gotowania. Jedyna książka, jaką ze sobą zabierał, to stare wydanie książki kucharskiej w miękkiej, szarej okładce, któregoś razu wziął ją za darmo z biblioteki uniwersyteckiej.

Jak się okazało rozmowa z Andrzejem odbyła się bez najmniejszego problemu. Po przybyciu wieczorem do domu Piotr wszedł do jego pokoju. Student siedział na łóżku z laptopem.
– Musisz się do końca tygodnia wyprowadzić – powiedział Piotr.
– W porządku – odparł student, nie odrywając wzroku od ekranu komputera.

Po tygodniu Piotr wsiadł w autobus i wyjechał na wieś. Bagaż miał niewielki, za to podjął odpowiednią ilość gotówki. Miał zamiar kupować w sklepie obwoźnym jedynie żywność, za to urozmaiconą, z dużym wyborem warzyw i owoców oraz środki czystości. Żadnych zbędnych luksusów i alkoholu. Kiedy dojechał na miejsce, musiał przejść jeszcze spory kawałek drogi, w tym celu właściciel domu sporządził mu niewielką mapę. Cieszył się, że nie ma komórki i laptopa, cieszył się, że nie będzie słuchał radia ani oglądał telewizji. Szedł wydeptaną ścieżką między polami zbóż. Od wschodu przestrzeń wydawała się nieskończenie płaska i ginęła gdzieś w nieskończenie otwartej oddali. Za to zachodnia część była otoczona ścianą lasu, przez którą na niewielkim fragmencie prześwitywała jasnoszara tafla jeziora. Po chwili dostrzegł na północy zarys domu na skraju wsi, w którym miał spędzić urlop.

Wszedł na posesję ogrodzoną siatką z drutu. Zorientował się, że dom to stara zabudowa gospodarcza jeszcze sprzed wojny. Jego spora część pewnie nie była dostosowana do mieszkania. Z zewnątrz jednak był odnowiony. Gdy znalazł się w środku zorientował się, że ma do dyspozycji trzy pokoje z łazienką i kuchnią oraz jeden pokój na piętrze, do którego wchodziło się po drewnianej drabinie. Pierwszym dość nietypowym wrażeniem był widok z okien na bezkresne pola ginące w ciszy horyzontu. Monotonia pejzażu wywoływała głęboki spokój, a falujące na wietrze zboże budziło rodzaj wytchnienia, który rodzi się przed zapadnięciem w sen. Poza tym nic więcej nie wzbudzało szczególnej uwagi. Mieszkanie było wyposażone we wszystko, co niezbędne. Jeden pokój był zupełnie pusty z niewykończonymi ścianami i ze zwisającą z sufitu żarówką, za to w pokoju na piętrze na samym środku był hamak przywiązany do dwóch filarów.

Pierwszy okres mijał spokojnie. W dzień zazwyczaj spacerował po okolicy, przyglądając się przyrodzie. W lesie i nad jeziorem nikogo nie było i miał wrażenie, że ten teren prawie nie został tknięty ludzką ingerencją. Nieobecność ludzi i ograniczony wpływ cywilizacji wpływał raczej kojąco na Piotra. Strumień myśli zwolnił, mięśnie się rozluźniły. Był to zapewne wpływ świeżego powietrza, ale też przyrody, która osiągała letnie apogeum. Gęste krzewy, dzikie kwiaty i bujne zarośla wprowadzały Piotra w stan rozkojarzenia i senności, niekiedy pozwalał sobie na krótką drzemkę, nie bacząc na to, gdzie się znajduje. Za to zmrok rodził napięcie. Przed zaśnięciem był rozpraszany przez najdrobniejszy szelest. Poranek z tego względu poprawiał samopoczucie, a przyjazd Jana, który prowadził sklep obwoźny, po zakupie niezbędnych rzeczy kończył się miłą rozmową.

Minęły dwa tygodnie pobytu i czuł już niekiedy znużenie monotonnym rytmem dni, wypełnionych rozmyślaniem i samotnością. Nauka gotowania też zdążyła go znudzić. Często wychodził nad jezioro. Gdy zaszedł tam w pewne upalne popołudnie, usłyszał szelest traw w pobliżu i stłumione śmiechy. Zbliżył się do miejsca skąd rozchodziły się głosy i zobaczył dwie nagie dziewczyny, które całowały się w gęstych zaroślach. Gdy zobaczyły obcego mężczyznę, przestraszyły się i zaraz zaczęły się ubierać.
– Przepraszam, nie wiedziałem, kto tu jest – powiedział Piotr.
– Spoko, niby wokół pusto, ale czasem można zostać zaskoczonym – odpowiedziała jedna z nich – odejdź na moment, ogarniemy się i przyjdziemy do ciebie zaraz.

Piotr oddalił się kilkanaście metrów i usiadł na trawie. Obecność dziewczyn w tym miejscu wydawała mu się dziwna. Przywykł, że prawie nie widuje ludzi. W końcu dziewczyny podeszły do niego. Ich ubiór i kolor włosów wskazywały na to, że żyły raczej w wielkich miastach i ich obecność tutaj była epizodem wakacyjnym, podobnie jak i w jego przypadku. Usiadły przy nim. Jedna z nich miała na imię Patrycja, ale kazała mówić na siebie Patti, zaś druga dziewczyna była Angielką, nazywała się Ashley, niewiele mówiła, zaskoczona najściem Piotra.
– Czym się zajmujesz na co dzień? – spytała Patti.
– Jestem nauczycielem, prowadzę zajęcia z filozofii współczesnej na uniwersytecie – odparł Piotr. – A ty?
– Skończyłam studia, włóczę się po świecie – odparła. – Mam chłopaka w Finlandii. Z Ashley to tylko nic nie znacząca przygoda.
– A kim jest twój chłopak?
– Jest muzykologiem, pisze artykuły dla profesjonalnych pism, ostatnio pisał o spektralizmie, a w Finlandii pracuje w fabryce zapalniczek.
– Nie spędzacie razem urlopu? – zapytał Piotr
– W tym roku spełnia swoje marzenie z dzieciństwa, pojechał w podróż dookoła świata, teraz chyba jest gdzieś w Argentynie. A ja tu spędzam lato – odpowiedziała Patti.
Zapadła cisza. Ashley wyciągnęła papierosy i poczęstowała Patti. Obie zapaliły.
– A ty, jeśli nie ściemniasz i naprawdę jesteś filozofem, to powinieneś przygrzać f{x}16 – zaproponowała Patti
– Co to, do cholery, jest? – zdziwił się Piotr.
– Silny halucynogen, potrafi wyciągnąć niesamowite rzeczy z mózgu – stwierdziła Patti – w zależności od tego, czym ten mózg jest wypełniony. W przypadku zawodowego filozofa może to być naprawdę mocna podróż.
– Brałaś to?
– Nie raz – odparła – Jan będzie miał to dla ciebie w sklepie, jeśli zechcesz.
Piotr się zastanawiał. Wiedział, że tego typu środki rzeczywiście poszerzają percepcję. Czytał nawet gdzieś o tym w fachowej literaturze. A teraz miał okazję, aby dokonać eksperymentu, pozostając w pełni anonimowym. Taka okazja mogła się nie powtórzyć, biorąc pod uwagę również miejsce, w którym się znalazł.
– W porządku, powiedz Janowi, aby mi to sprzedał – powiedział.
– Nie ma sprawy – odparła Patti.

Zapadł wieczór. Piotr siedział przed domem i wpatrywał się w jeszcze widoczne gęste chmury zawieszone nad horyzontem. Niebo przybierało nocną barwę, a pole pokrywała już ciemnośliwkowa plama zmroku. Spoglądając na ten widok, przekonał się z jeszcze większą siłą, że warto będzie kupić od Jana f{x}16 i przeprowadzić eksperyment. Od dawna wiedział, że krok w nieznane jest nowym doświadczeniem, z którego wypływa nowa wiedza. W taki sposób postrzegał ludzką egzystencję, historię i postęp cywilizacyjny. Pomyślał, że trzeba wykorzystać okazję i sprzyjające okoliczności, zaryzykować, wejść w nieodkrytą przestrzeń.

Nastał ranek. Jan podjechał samochodem tuż przedpołudniem. Zaparkował w pobliżu domu. Wysiadł i spojrzał na Piotra na porozumiewawczo.
– To dziś oprócz czegoś jedzenia będzie coś ekstra? – spytał.
– Dlaczego by nie? – odparł Piotr.
– F{x}16 w zasadzie nie jest dostępny na rynku, nie można kupić w miastach, jest przeznaczony dla specjalnych osób – wyjaśniał Jan.
– Dlaczego? – spytał Piotr.
– Specyfika stanów, które wywołuje, nie wiąże się z hedonistycznym zachowaniem – odpowiedział Jan – sam się przekonasz.

Piotr kupił halucynogen, miał postać niewielkiej tabletki. Jan wytłumaczył mu, że najlepiej zażyć środek wczesnym wieczorem, w trakcie dnia efekty mogą być zbyt silne, poza tym w f{x}16 zawarty jest silny środek nasenny, który zaczyna działać po około pięciu godzinach, po to, aby nie przemęczyć psychiki. Jan również doradził, aby Piotr w miarę ciepło się ubrał, bo nie jest pewne, że obudzi się we własnym łóżku. Piotr wysłuchał dokładnie wszystkich zaleceń i postanowił się do nich zastosować.

Wieczorem połknął tabletkę. Czekał, aż halucynogen zacznie działać. Był podekscytowany. Zamknął się w pustym, niewykończonym pokoju. Siedział na krześle i czekał. Powoli robiło się ciemno, ale nie zapalał światła. Kończący się dzień wypełniał pomieszczenie łagodnym półmrokiem. Nagle dostrzegł coś dziwnego. Narożniki w pokoju nie miały kątów prostych, a minimalne zaokrąglenia. Uznał, że halucynogen zaczyna przenikać do świadomości. Po pewnym czasie zauważył, że kąty już nawet nie są zaokrąglone, tylko przybierają kształt coraz wyraźniejszego łuku. Z całym pomieszczeniem zaczynało się coś dziać, bo w podłodze utworzyło się wgłębienie, a sufit wybrzuszył się i Piotr odniósł wrażenie, że żarówka powoli się unosi. Po paru chwilach pokój przybrał kształt ogromnego jajka, a te po chwili przybierało kształt kuli. Piotr zaczynał się niepokoić, w pewnym momencie zerwał się z krzesła i podbiegł do drzwi. Wszedł do korytarza. Zastanawiał się, czy dobrze zrobi, jeśli wyjdzie poza dom. W końcu otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz.

Znalazł się w centrum miasta rozświetlonego przez latarnie i sklepowe witryny. Po obu stronach ulicy wznosiły się podniszczone kamienice z zaniedbaną elewacją i częściowo widocznym murem z czerwonej cegły. Na chodnikach prawie nie było ludzi, czasem jedynie ktoś przemykał, ale nie jak miejscowy przechodzień, a uciekający gdzieś przestępca albo przypadkowy włóczęga. Wiatr przetaczał się po mieście, pogrążonym w nocy i wyglądającym na opuszczone. Nad domofonami w drzwiach kamienic zamontowane były duże kamery, obracające się w jego stronę, ilekroć przechodził obok. Szedł po nierównym chodniku. Ulica niknęła gdzieś w oddali, w jakiejś zasłonie mgły i rozmazanego, pomarańczowego światła. Miasto budziło w nim poczucie pustki i koszmarnego wyobcowania. Tu nawet powietrze było ciężkie i zimne, jakby wszystko dookoła napełniło je paranoją i zmęczeniem. Z czasem Piotr odczuwał, że opada z sił, porusza się z coraz większym trudem, że w jego myśli wplata się zbyt wiele wątków, które urywają nagle i pośpiesznie, i zostają zastąpione przez kolejne, również do niczego nie prowadzące i nieistotne. Miał wrażenie, że jego myśli wyświetlają się na bilbordach reklamowych i na ekranach zamontowanych na skrzyżowaniach ulic, kojarząc je z reklamą produktów spożywczych i urządzeń elektronicznych. Widział to, o czym myślał, przy czym myśl pojawiała się jako pierwsza. W końcu znalazł się przed drzwiami kolejnej kamienicy i postanowił, że spróbuje odwiedzić któregoś z jej mieszkańców. Kamera rejestrowała nieruchomą sylwetkę Piotra. W końcu wcisnął guzik, obok którego widniało nazwisko lokatora: Philip Alone. Usłyszał niski, spokojny głos: „Proszę wejść, panie Piotrze, otwieram”. Po chwili znalazł się w mieszkaniu Philipa. Był to duży pokój z kuchnią i łazienką. W kącie pokoju stał duży kaflowy piec, na którym wygrzewał się czarny kot. Pod ścianą na metalowym biurku stał monitor, pod nim komputer. W kącie pokoju leżał materac przykryty grubym kocem. Właściciel mieszkania był doskonale wpasowany w przestrzeń, która go otaczała. Niski, ubrany w rozciągniętą bluzę. Włosy w nieładzie, kilkudniowy zarost, cera ciemna i spojrzenie, takie małowyraziste, jakby rozmyte w jakichś długich, monotonnych rozmyślaniach.
– Skąd wiedziałeś, jak mam na imię? – spytał Piotr.
– Wideodomofon wyświetlił mi twoje dane – odpowiedział Philip – wraz z miejscem zamieszkania, miejscem pracy i ramami czasowymi twojej egzystencji.
– Nie rozumiem – zdziwił się Piotr.
– Mamy rok 2163. Było tu kilku z 2012 roku, wszyscy wrócili, więc nie martw się, ty też wrócisz. Część nie wróciła z 2054, byli po f{x}30. Zrobię herbaty i porozmawiamy – zaproponował Philip – pewnie chcesz się czegoś dowiedzieć, doktorze.
Wyszedł do kuchni. Piotr usiadł na materacu i oparł się o ścianę. Wydawało mu się, że wszystko, co mówi Alone jest jedną wielką brednią Postanowił podjąć grę i przyjąć, że to co się dzieje, dzieje się realnie, zdając sobie zarazem sprawę, że tkwi w wyobraźni urzeczywistnionej, w przestrzeni zmaterializowanych tworów umysłu. Po chwili Philip wszedł z dwoma kubkami herbaty. Postawił je na małym stoliku.
– Masz tutaj tylko komputer? – spytał Piotr.
– W zupełności mi to wystarczy – odparł – służy przeważnie do komunikacji.
– Z kim się komunikujesz?
– Z ludźmi. Komunikacja jest dostępna w trzech kanałach: publicznym, grupowym i prywatnym – mówił Philip – ale jest to komunikacja bez relacji, bez więzi. Cieszy mnie to, gdyż więzi przeważnie są problematyczne.
– Żyjesz bez związku emocjonalnego z innymi? – spytał Piotr.
– Nie do końca. Mam kota, on pozytywnie wpływa na mój nastrój – twierdził Philip. – Tak przeważnie to wygląda, prawie każdy mieszkaniec tego miasta ma w domu zwierzę.
– A twoi rodzice? Odwiedzasz ich?
– Tu nikt nie ma rodziców, są tylko opiekunowie – odpowiedział – ale za to środowisko rozrodcze i materiał genetyczny są wciąż udoskonalane. W tej chwili moja opiekunka wychowuje dziewczynkę, ma dużo pracy, więc jej nie przeszkadzam.
– A potrzeby seksualne? Tego też już nie ma?
– Z tym nie ma najmniejszego problemu, od tego są odpowiednie instytucje.
Piotr sięgnął po kubek z herbatą. Wypił trochę, po czym zadał pytanie:
– A ludzie robią coś wspólnie?
– Pracują, uczą się, uczestniczą w wydarzeniach kulturalnych – mówił Philip. – Nie każdy ma oczywiście pracę z ludźmi, a wspólnie uczą się tylko studenci. Życie kulturalne organizują grupy homoseksualne, zresztą w twoich czasach homoseksualiści mieli wybitne osiągnięcia na tym polu, dlatego pozostawiono sprawę fachowcom.
– Zatem wszystko toczy się dalej – odparł Piotr. – Macie jakieś problemy społeczne, polityczne?
– Prezydentka doskonale sprawuje rządy, w zasadzie niczego nikomu nie brakuje, nikt nie chodzi głodny, nie ma bezdomnych, każdy się komunikuje, ma zwierzę – odpowiadał. – Jedynym problemem są epidemie depresji. Trudno powiedzieć z czego wynikają, bo każdy może realnie zaspokoić dowolną potrzebę w sposób satysfakcjonujący.
– Dziwne? A co robicie z chorymi na depresję?
– Terapia. Długa i żmudna, nie zawsze skuteczna – odparł Philip. – Jest jedno w miarę dobre narzędzie terapeutyczne, które trudno jest z pewnych względów upowszechnić.
– Na czym ono polega? – spytał Piotr.
– To długi kurs terapeutyczno-uniwersytecki, nazywa się meteorologia literatury i sztuki dawnej. Chętnych do podjęcia kursu jest bardzo dużo. Trzeba mieć świadectwo medyczne, które potwierdza minimum dziesięcioletni, nieprzerwany okres przebiegu depresji. Mimo to na jedno miejsce przypada około stu czterdziestu chętnych i wszyscy spełniają ten warunek – tłumaczył Philip. – Jestem lekarzem, pracuję w Instytucie Medycyny Politycznej, tam próbujemy rozwiązać ten problem.
– Czym się tam jeszcze zajmujecie? – spytał Piotr.
– Dodatkowo zarządzam grupą, która zajmuje się problemem samobójstwa. To z kolei bardzo rzadkie zjawisko w naszym społeczeństwie. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat śmiercią samobójczą zginęły tylko cztery osoby – odpowiedział Philip.
– Opowiesz o którymś przypadku? – zaproponował Piotr
– Badamy ostatni przypadek, sprzed osiemnastu lat, przypadek Sylviana i Dorothy – odparł Philip – to najprawdopodobniej idealiści lub urojeniowcy, zresztą pomiędzy tymi pojęciami nie ma żadnej różnicy. Tego typu osobowości bardzo rzadko u nas występują.
– Kim oni byli? Czym się zajmowali? – spytał Piotr.
– Studenci, Sylvian miał 29 lat, studiował ekonomię globalną. Miał opiekunkę, właśnie z problemem depresji. Przeszła też kurs terapeutyczny, o którym wspomniałem, ale potem depresja nawróciła w trakcie wychowywania Sylviana. Był znakomitym studentem. Z kolei Dorothy studiowała rozmnażanie stosowane. Miała 27 lat. Nauka przebiegała bez zarzutu. Był wprawdzie jeden incydent, kłótnia z wykładowcą. Twierdziła, że ludzkość w połowie XXI została poddana procesowi depopulacji sterowanym przez zamkniętą grupę osób, co było oczywiście nieporozumieniem. Wiadomo, że historią świata nie rządzą procesy polityczne lub społeczne. Historia świata to też nie historia idei lub prądów kulturowych. Historia świata to po prostu historia przepływu pieniądza, różnie rozumianego przepływu i nic więcej, takie jest nasze stanowisko. Sylviana i Dorothy znaleziono martwych w śmietniku. Sekcja zwłok wykazała, że w chwili popełnienia samobójstwa byli szczęśliwi, cokolwiek to znaczy. Zostawili list pożegnalny, który był przesycony treściami urojeniowymi, charakterystycznymi dla literatury europejskiej pierwszej połowy XIX wieku.
– Bardzo ciekawe przypadki – stwierdził Piotr
– Acha, było coś jeszcze – dodał Philip –  Dorothy miała w torbie książkę. Nie udało nam się dowiedzieć, w jaki sposób znalazła się w jej posiadaniu. Komputer wykazał, że była to jedna z części cyklu „Opowieści z Narnii”. Tytułu już nie pamiętam, a nazwiska autora nie udało się nam ustalić. To pokrótce cała historia. Zatem widzisz, relacje są problematyczne…
– No tak… – odparł Piotr i wypił resztkę herbaty.
– Jeszcze chcesz o coś spytać? – powiedział Philip.
– Chyba nie.

Philip wyszedł z pokoju. Piotr siedział w milczeniu na materacu. Herbata zaczynała go powoli rozgrzewać. Zaczęło się robić z każdą chwilą coraz cieplej, aż w końcu czuł, że wewnątrz zaczyna go coś rozpalać, a nawet piec. Odczucie to wypełniało jego ciało, które zdrętwiało od siedzenia w jednej pozycji. Nie mógł zmienić tej pozycji od dłuższej chwili, ale nie koncentrował się nad tym. Teraz miał wrażenie, że jest rozgrzaną bryłą, która zaraz pęknie na pół i rozleje się po pokoju. Miał wrażenie, że ma w sobie coś ciężkiego i gorącego, jak płynny ołów. Zastygał, a zarazem był rozpalony. W końcu nagle się poruszył. Otworzył oczy. Leżał na ziemi wśród rosnącego zboża. Zobaczył nad sobą żółte, błyszczące kłosy delikatnie poruszające się w lekkim wietrze na tle błękitnego, bezchmurnego nieba. Zaczerpnął głęboki oddech. Myśli miał jeszcze ciężkie, splątane halucynogenem, ale stopniowo odzyskiwał poczucie rzeczywistości, przygotowując się do znalezienia drogi powrotnej.

Zmierzch
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Author

Related Articles

Back to Top